Kochany Wiktor musi mnie obudzić...No,ale synek sześć razy.
Wujek Łukasz już wyciągał...nie ważne.Ubrałam się i udałam w stronę hali.
Łukasz dotrzymywał kroku i po 15 minutach byliśmy na miejscu.
Miłe powitanie od pana trenera,teksty "jak ja Ciebie dawno nie widziałem,
wyładniałaś,kto jest tym szczęściarzem?" uważam za przeżyte.
Czekaliśmy na chłopaków,oczywiście Kłos podrywa!
-Piękna,zgrabna...-wymruczał do ucha-To kiedy randka?
-Karolku...możesz się ogarnąć,to robi się trochę nudne...
-Maaaaaaaaaaajjjjjjjjjjaaaaaaaa!-kolejny etap powitania.
-Chłopaki,bo ją udusicie i kto Was będzie badał?-dzięki Łukasz,dzięki.
Można na Ciebie bracie zawsze liczyć,naprawdę.Zawsze pomożesz,ale
zamknij kiedyś tą swoją jadaczkę! Igłę i nitkę mam!Zaszyję ją.
-Chłopaki już kółeczka!
Taaak Karolku wywróć się,udawaj piłkarzy Barcelony,szczególnie Messi'ego.
-Proszę Paaaaaaani!Ranny na ziemi!-krzyczał Wrona
-Dobrze,żę sobie dupy nie obiłeś,naprawdę-pomogłam mu wstać-Biegaj dalej i
wydurniaj się z Andrzejem.
Zaczęło się,zaczęli dokuczać Wojtkowi.Wydarł się na całą halę.Coś się stało.
-Wstań!Wstań!Wojtek!-wymachiwał mu rękoma przed oczami Krzysiek.
Przepuścić mnie nie chcieli.
-Z drogi jełopy,pani lekarz idzie-trener jest moim mistrzem,serio.
-No panie trenerze!-krzyknęli wszyscy.
-Zamknąć się i biegać dalej-opatrzyłam mu kostkę.I pomogłam zanieść do gabinetu.
-Wojtek...-zaczęłam
-Czemu wyjechałaś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz